O TRZECH KÓZKACH – WIERSZ

Były sobie kiedyś trzy kózki.
Mały koziołek, zwany Koźlątkiem. Duża Mama Koza. I ogromny, przeogromny Tata Kozioł.

Mieszkały na zboczu góry, pod którą płynęła długa i szeroka rzeka. Po drugiej jej stronie było piękne trawiaste wzgórze, pokryte koniczyną i różnorodnymi kwiatami. Trawa była tam bardziej zielona i soczystsza niż gdziekolwiek indziej.

Trzy kózki często stawały, by podziwiać to piękne wzgórze za rzeką. Rozmyślały o tym, jak wspaniale byłoby ugryźć trochę tej pięknej, zielonej trawy. Jednak aby dostać się na drugą stronę, na piękny, zielony stok, kózki musiałyby przejść przez wąski, drewniany most, pod którym mieszkał bardzo brzydki i okropny troll.

Pewnego dnia Koźlątko rzekło:

– Więcej tego nie zniosę. Chcę spróbować tej zielonej trawy po drugiej stronie rzeki. Idę.

– Idziemy tuż za tobą – odpowiedzieli Mama Koza i Tata Kozioł. – Też przejdziemy przez most.

Koźlątko podreptało przez rzekę. „Tup, tup, tup”, rozbrzmiało na mostku.

– Kto tu łazi po moim moście? – krzyknął troll.

Kożlątko wymamrotało głosem tak cichym, że ledwo było je słychać:

– To tylko ja, małe Koźlątko.

Troll zagrzmiał:

–No to teraz cię zjem!

Koziołek bardzo się wystraszył:

– Nie, nie rób tego! Za chwilę na mostku pojawią się dużo większe i tłuściejsze kozy. Zaczekaj na nie.

– Dobrze więc – odpowiedział troll, oblizując się. – Przechodź przez most.

Koźlątko przebiegło pędem na drugą stronę rzeki i wskoczyło na zielone, trawiaste zbocze.

Mama Koza też chciała przejść przez most. „Stuk, stuk, stuk”, dało się słyszeć. Mama Koza była cięższa niż Koźlątko, więc dźwięki były głośniejsze.

– Kto to tak ciężko stąpa po moim moście?! – ryknął troll.

– To tylko ja, Mama Koza.

– Zaraz wejdę na most i cię zjem!

– Nie-e-e – jęknęła śmiertelnie przerażona Mama Koza, trzęsąc ze strachu. – Za mną idzie więcej kóz, tłuściejszych ode mnie.

– No dobra – mruknął troll, oblizał się i pomyślał, że bardziej się naje grubszą kozą. – Możesz przejść przez most.

Mama Koza nie kazała sobie dwa razy powtarzać i szybko przeskoczyła na trawiaste zbocze.

Wtedy do mostu podszedł ogromny, przeogromny Tata Kozioł. „Dum, dum, dum”, zadudniły jego kroki, a most zatrząsł się i zadrżał pod jego ciężarem.

– Kto mi tak dudni na moim moście? – ryknął troll tak głośno, że słychać go było w najdalszych zakątkach.

– To ja, Tata Kozioł – odpowiedział ten głębokim głosem.

– Pewnie zaraz mi powiesz, że muszę czekać na inną, tłuściejszą kozę, która przyjdzie po tobie! – wrzasnął troll.

– Nie, nie powiem. Ja jestem największym i najgrubszym kozłem.

– Więc zaraz tam przyjdę i cię zjem! – krzyknął troll.

– No to chodź! – odpowiedział wielki Tata Kozioł, opuścił głowę i pognał w stronę brzydkiego i złego trolla, po czym z całej siły naparł na niego rogami. Okrutny troll wpadł do rzeki i zniknął. Od tej pory trzy kózki przechodziły przez most zawsze, kiedy miały ochotę przegryźć zieloną, soczystą trawę. I już nigdy więcej nie widziały okropnego trolla.